Większość z nas nie ma dzisiaj czasu. Rozmawiamy ze sobą przy okazji. Podczas gotowania obiadu, drogi do pracy, jazdy samochodem. Omawiamy w pośpiechu Co, Gdzie, Kiedy i Jak. Rzadziej koncentrujemy się na Po co. Brakuje nam czasu na rozmowę z najważniejszymi dla nas osobami. Nie planujemy czasu na rozmowę. Przecież rozmawiamy ze sobą na bieżąco. W locie. Przeznaczamy czas na mecz piłki nożnej, na wyjście na spacer z psem, na zajęcia dodatkowe dzieci. Na zaplanowaną rozmowę z mężem/żoną i dziećmi – czasu brakuje. Bo rozmawianie traktujemy jak oddychanie, picie wody, jedzenie. Wszyscy to robimy, więc po co się nad tym zatrzymywać. A w biegu mamy małe szanse, by dotrzeć do tego, co faktycznie ukryte w myślach tych, z którymi zaplanowaliśmy życie.

ROZMOWA TO SYSTEM IMMUNOLOGICZNY NASZEJ RODZINY

Rozmawianie trzyma naszą pięcioosobową rodzinę przy życiu. Zwłaszcza, gdy popełniamy błędy. A popełniamy je często i dużo za dużo. Rozmawianie nas ratuje. Pogłębia zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Buduje system immunologiczny naszej rodziny. Jest miernikiem relacji i miłości w naszym domu.

Bardzo świadomie podchodzimy do czasu przeznaczonego na porozmawianie ze sobą w naszej piątce. W małżeństwie, z każdym z dzieci osobno, wszystkich nas wspólnie. W języku naszej rodziny CZAS SAM NA SAM z drugą osobą nazywamy „SWOIM CZASEM”. To u nas słowa klucze. Nie daj Boże, gdy podczas takiego spotkania, ktoś przeszkadza. Ryzykuje życiem.

BRAK ROZMOWY SAM NA SAM

Staramy się świadomie minimalizować wir codziennych zajęć. A że życie pisze swoje scenariusze, często nie nadążamy. Padamy ze zmęczenia i nie udaje nam się nieraz spotkać na rozmowie. Towarzyszy nam wówczas poczucie straty. Czujemy, że coś się nie zgadza, dzień był jakiś wybrakowany. Jak bez dobrego słowa, bez śniadania, bez filiżanki kawy (dodaj, co chcesz).

O ile pilnujemy, by porozmawiać ze sobą codziennie w naszym małżeństwie, zdarza nam się słyszeć od nastoletniego dziecka: Brakuje mi SWOJEGO CZASU z Tobą. Potrzebuję mieć z Tobą SWÓJ CZAS. Dawno nie mieliśmy SWOJEGO CZASU.

Dobrze, kiedy dziecko nam o tym mówi. Alarm, kiedy i dziecko i my rodzice przechodzimy nad brakiem czasu sam na sam do porządku dziennego. Wychodząc z założenia: skoro nie mówi, jest ok. Im starsze mamy dzieci, tym więcej rozmów sam na sam potrzebują. A obok rozmów: przytulania. Kto by kiedyś pomyślał.

DAWKA ROZMOWY DZIENNIE

Pamiętam przedszkolną ankietę z pytaniem, czy poświęcamy swojemu dziecku dwie godziny czasu dziennie. No cóż. Mamy nastoletnie dzieci i każdego dnia walczymy (z obowiązkami, ze zmęczeniem, z samymi sobą) nie o godziny, a o minuty „czasu na wyłączność”, CZASU SAM NA SAM przeznaczonego dla każdego dziecka z osobna.

Podobno 20 minut dziennie wyłącznego czasu dla danego dziecku wystarcza, by dać mu poczucie bezpieczeństwa i wartości. Pakiet na życie. Super cel. Dla nas wciąż trudny. Nie poddajemy się jednak.

NAWYK ROZMAWIANIA

Chcemy, by minuty (tak minuty! – o godzinach każdego dnia nawet nie śnimy) przeznaczone na rozmowy z dziećmi weszły nam w codzienny nawyk. Nawykiem jest już (dzięki Bogu!) codzienna dawka rozmowy w naszym małżeństwie. Dużo trudniej nam jednak wysupłać odrębną chwilę dla każdego z dzieci. Po powrocie ze szkoły mają multum nauki, która determinuje ich dzień, zajęcia sportowe (by oprócz nauki się ruszały), harcerstwo (by budowały relacje z rówieśnikami). Zadania, których celem jest zdrowie w różnych wymiarach.

Dlaczego nie planujemy rozmawiania dla zdrowia naszej rodziny? Sprawy niezaplanowane pomijamy, ignorujemy je lub zwyczajnie o nich zapominamy. Zdominuje je to, co zaplanowaliśmy.

Przeanalizujmy:



ILE CZASU PRZEZNACZAM NA ROZMOWY Z NAJBLIŻSZYMI?

Zespół DOMROZMOWY.PL